Skolasinska

JAK UWOLNIĆ POŁKNIĘTEGO PSA

Znacie to uczucie, że coś wyje, rzuca się, gryzie od środka? Wiem, że znacie, ale nigdy nie przyszło wam do głowy proste wytłumaczenie, że połknęliście przelatującego psa, bo to wypadek z niekończącej się listy wypadków, które się nie zdarzają. W autobusach i pociągach nie znajdziecie napisów: „Wychylanie się przez okno w czasie jazdy grozi połknięciem przelatującego psa”. Przy drogach nie ma znaków ostrzegawczych z rysunkiem psa porwanego podmuchem wiatru. Powiecie, że z powodu klimatyzacji w autobusach i pociągach nie otwiera się okien? To znaczy tylko, że teraz psy lecą dłużej. Są bardziej przerażone, wygłodniałe. Wystarczy czasem ziewnąć w parku na spacerze, i taki pies dla innych psów, nie mówiąc o psów właścicielach, niewykrywalny, wpada wam wprost do środka.

Wpada i przeraźliwie się rzuca. A wy nie wiecie, co się dzieje. Czujecie tylko, że coś gryzie, szarpie, drapie, wyje, szczeka, piszczy, wali w czaszkę. Chce się wydostać i nie może. Otwieracie w środku pustych nocy jak najszerzej usta, by poczuć nieprzyjemny smak mokrej sierści. Wydajecie kasę na terapię i kursy mindfullness. Rzucacie palenie trawy, albo wręcz przeciwnie, po latach przerwy znów nabijacie fifki. Nic nie przynosi ulgi, wciąż nawet nie wiecie, co w was tak wyje, rzuca się, drapie, wali w czaszkę, chce się wydostać, nie może.

Proszę, gdy dostrzeżecie w sobie uwięzione zwierzę, nie udawajcie, że to depresja lub drażliwe jelito. Zastosujcie tę prostą technikę.

Usiądźcie wygodnie, albo nie całkiem wygodnie, możecie też się położyć lub przechadzać. Nie musicie być sami w spokojnym miejscu. Metoda zadziała nawet w pracy, której się nie lubi. Wystarczy zwrócić uwagę na czubek głowy, tzw. dekiel. Na to, czego pilnujecie odkąd połknęliście przelatującego psa, co z całych sił trzymacie, żeby wam nie odpadło. Zwróćcie uwagę jak dekiel się unosi od wewnętrznego wycia, drapania, od rozpaczliwych skoków i podgryzań. Pozwólcie mu na to.

I więcej nic nie róbcie. Niech sobie raz podfruwa, raz opada. Dekiel, obserwujcie tylko dekiel, nie szukajcie psa, nie próbujcie go wyciągać. Pies sobie poradzi, w końcu wylezie, nawet jeśli wam się zaplątał w jelita. Po czym poznacie, że to już? Usłyszycie skomlenie, zobaczycie wystraszone oczy.

Przez kolejne dni, może nawet tygodnie, będziecie wymiotować sierścią. Będziecie chodzić smutni. Nie szkodzi. Zadbajcie o psa. Jeśli wygląda coraz zdrowiej, domaga się głaskania i merda ogonem, jesteście na dobrej drodze. Gdy zacznie sam z siebie przynosić wam patyki, reagować na wasze wołanie, powinien wrócić wam apetyt i ochota na seks. Podkreślam, sam z siebie. Broń Boże go nie tresujcie. Wiele osób popełnia ten błąd, uwolnią połkniętego psa i od razu jeżdżą z nim na szkolenia, uczą sztuczek. I gotowa klapa, pies ucieknie, albo zdziczeje.

Może też się zdarzyć, to wręcz całkiem prawdopodobne, że pies wam się nie spodoba. Chociaż uwolniony, ciągle będzie was drażnił. W takim wypadku znajdźcie mu miejsce, gdzie dojdzie do siebie, ludzi, którzy go polubią. I nigdy, przenigdy nie wincie go za całą waszą mękę. Zapewniam was być porwanym, a potem połkniętym też nie jest przyjemnie.

Jeśli oddacie go przyjaciołom, a potem poczujecie gorycz, że u was wył i się szarpał, że was o mało nie wykończył, a oni robią z nim filmiki i podbijają internet, wypłuczcie usta olejem lnianym. Po kilku dniach gorycz powinna minąć. Jeśli nic nie zrobicie też pewnie minie, bylebyście za bardzo się jej nie trzymali. Uwierzcie mi, najważniejsze na tym etapie jest, żeby pies poczuł się szczęśliwy.

Czyż nie do tego się sprowadza każde uwolnienie?

Po pewnym czasie zaczniecie widywać nad miastem, szczególnie jesienią, niesione wichurą zdziczałe stada innych przelatujących psów. Nie próbujcie ich ratować, nie dzwońce po fundacjach. Sprawdźcie lepiej jak z tym swoim się dogadujecie, obojętne czy został z wami, czy go oddaliście.

W końcu poczujecie ulgę. Obiecuję. Głęboką ulgę. A chwilami być może i radość. Wreszcie zapomnicie o całym kłopocie, ale już bez trudu rozpoznacie ludzi, w których coś ujada, gryzie, piszczy, chce się wydostać, nie może. Zdarzy się wam do nich przyjaźnie zagadać:

– Ale ci dekiel podniosło.

Nie liczcie na równie serdeczną odpowiedź.

Nowe Publikacje