MĄDROŚCI LAO TSY
Mąż Menadżer w tym czasie zastanawiał się nad zamknięciem przychodni. Dentystka uważała, że to dobry pomysł, choć trochę się obawiała, co będzie jeśli zatrudni się u kogoś innego i na obcym, cudzym terenie zacznie wyrastać zęby. Często się kłócili.
W trakcie jednej z takich awantur odwiedziła ich Polonistka.
– A co was tak rozsierdziło – spytała, bo spodziewała się entuzjastycznego powitania, tymczasem Mąż Menadżer pół siedział pół leżał na sofie i walił ze złością w laptopa. Dentystka rozładowywała zmywarkę. Na Polonistkę nawet nie spojrzeli, ktoś inny na jej miejscu poczułby się urażony, ale ona żeby rozładować sytuację zaczęła palcami wyjadać kurczaka curry z patelni.
– Ponoć jesteś wegetarianką – zauważyła zjadliwie Dentystka.
– Nieortodoksyjną. Poza tym przeszłam na minimalizm. Ubieram się w to, co komuś już nie jest potrzebne, jem
to, co ktoś mi daje.
– To kolacja Męża Menadżera. Jeśli musisz, to przynajmniej nałóż sobie na talerz, ale nie wszystko.
– Właściwie to nie jem po 17 – Polonistka wzruszyła ramionami i nie myjąc rąk rozsiadła się na sofie.
– Tata się martwi, bo cały czas wszystkim wyrastają zęby – wyjaśnił Mały Jogin.
– Nie wpadajcie w panikę. Jesteście w trakcie głębokiej transformacji – Polonistka
oderwała się od patelni i nie myjąc rąk, rozsiadła się w fotelu – To nic strasznego.
Przestrzeń stara się przekierować waszą uwagę z materii na rozwój duchowy.
– Mnie się te ząbki podobają. Ale mama nie pozwala mi chodzić w koralach, które
mi z nich zrobiłaś – wtórował jej Mały Jogin.
– Napisali o nas na dentystycznym forum – warknął Mąż Menadżer z głębi laptopa. – Przez miesiąc straciliśmy 50 tysięcy. Jak się Dentystka nie opanuje, zbankrutujemy.
– To może nie powinniśmy razem pracować – Dentystka odwarknęła, wolała otwartą kłótnię przy Polonistce niż kontynuowanie tematu nowych korali Małego Jogina.
Bezrobotna Polonistka nierozsądnie brnęła w swoją opowieść:
– Bez 50 tysięcy da się żyć. Ja na przykład nigdy nie miałam 50 tysięcy i żyję bardzo dobrze, bo regularnie siadam do medytacji wdzięczności. Poza tym nawet od strony racjonalno-praktycznej to dla was szansa na rozwój: przejdźcie na leczenie bioenergią. W stomatologii to wciąż nisza. Zaoszczędzicie na tych wszystkich maszynach, które już wam nie będą potrzebne. Moglibyście mnie zatrudnić. Zapisałam się na kurs totalnej biologii.
Dentystka przyznała rację mistrzowi Lao Tsy, że niebiosa nie są uprzejme. A dla niej
najwyraźniej nie mają litości. Zupełnie zignorowała fakt, że tylko Polonistce nie wyrósł żaden niechciany ząb. Ani ona ani Mąż – Menadżer nie pokojarzyli podstawowych faktów. Nie zrozumieli, że w tym okrutnym czasie stomatologicznej zawieruchy Bezrobotna Polonistka była ich jedyną ostoją.