Skolasinska

Z MIŁOŚCIĄ

W zagięciu horyzontu

wciąż wisi miejsce po słońcu.

Dobrze, że przyjechaliśmy zanim zrobiło się ciemno.

Możemy usiąść na tarasie i pozwolić,

by czas opadał na nas

łagodnie jak wieczorne niebo

Jesteśmy już w tym wieku,

że czujnie sprawdzamy, co czas nam zabiera.

A tu czas otula nas zmrokiem

z miłością,

jakby nam podawał środki

łagodzące przemijanie.

Szczęście jest nigdy niekoszoną łąką

na pobliskim zboczu.

Pozwól niech tam pobiegnie

i nasza opowieść,

niech się wplecie w to, co mruczy nieustannie

pod kwiatami wrotyczu i dzikiego kopru, w historie

o tym, kto się upił i przeleżał całą noc w rowie,

kto kogo upolował, kto tym razem zdążył uciec, kto wysiedział jajka,

kto wyrósł na obrzeżach lasu i teraz swobodnie rozpościera gałęzie,

kto został zdeptany, ledwie zdążył zakwitnąć, komu ktoś znowu zerwał pajęczynę,

komu udało się wystrzelić zarodniki, przemienić w motyla, znaleźć nową norkę,

kto przyjechał na wakacje, a kto, żeby się wreszcie dogadać i wyjeżdża z płaczem.

Wiatr przynosi tej łące śmiech dzieci, wołanie samotnej staruszki,

czy ktoś mnie słyszy? Niech ktoś do mnie przyjdzie!

I śpiewają ptaki, a na rowie, tuż pod domem,

rosną dzikie poziomki.

Tej opowieści nie trzeba rozumieć,

nawet słuchać jej nie trzeba.

Wystarczy siedzieć

oddychać wilgotnym wieczornym powietrzem

czekać aż się ściemni.

Nowe Publikacje