Mężczyzna Rekin co prawda stracił na urodzie i seplenił, zyskał jednak na wielu innych polach. Z szarego korporacyjnego klepacza w ciągu roku zmienił się w dyrektora. Nadal nie znał odpowiedzi na pytanie, na czym konkretnie polega jego praca, ale zdecydowanie lepiej zarabiał. Z coraz większą swobodą wprowadzał do excela, występował na callach i meetingach, bez obcyndalania koordynował prace działów, śmiało zwalniał, ostrożnie zatrudniał. Z wynajmowanej klitki w Radomiu wyprowadził się do apartamentu w Warszawie. Dostał służbowego Nissana pathfindera. Mógł się umawiać z dowolnie wybraną dziewczyną z Twittera. Żadnej nie przeszkadzały jego dodatkowe zęby. Nieustannie latał w egzotyczne miejsca na rozmaite szkolenia i biznesowe spotkania. No i co? Osaczyły go niechęć i rywalizacyjne knowania. Niby wiedział w czym problem, czuł że ma za dużo (za dużo zębów, za dużo obowiązków, za dużo maili,
telefonów, dziewczyn, a nawet – choć tego by nigdy nie przyznał – pieniędzy, ale bał się cokolwiek stracić. W rzadkich wolnych chwilach chodził po najmodniejszych warszawskich klinikach stomatologicznych. Dodatkowe zęby usuwane, natychmiast odrastały, pojawiło się też kilka zębów na podbiciu stopy. Nikt nie umiał temu zaradzić. Irracjonalnie tęsknił za Dentystką. Wracał do pomysłu wytoczenia jej procesu, żeby znów móc się z nią spotkać. Ale nie miał sił na użeranie się z prawnikami.