– Nazywacie się Aesthetic Dental, a jak ja wyglądam? – wrzeszczał młody, zadbany mężczyzna. Groził sądem. Oskarżycielsko otwierał usta, i próbował dokonać rzeczy niemożliwej: wepchnąć w nie smartfona i nadal w miarę zrozumiale się awanturować.
Dentystka wyszła z pokoju socjalnego zanim zaintrygowane asystentki zdążyły zareagować. Spojrzała za okno na zalany słońcem i zastawiony autami chodnik, potem na odprasowany, kolorowy t-shirt Młodego Mężczyzny i pomyślała, że dawno już nie była nad Bałtykiem, a potem że jednak pomarańczowa ściana przy recepcji lepiej wyglądałby z tynkiem o wyraźniejszej fakturze, i wreszcie że bardzo nie lubi krzyków i pretensji, że woli zadowolonych pacjentów.
– Po co pan sobie wpycha telefon do ust? Niech pan przestanie, albo wyjdzie z przychodni i robi to na własny rachunek. W końcu wywichnie pan sobie staw żuchwowy. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego.
Młody Mężczyzna odruchowo schował telefon do niewielkiej torby przewieszonej przez ramię, ale próbował dzielnie wytrwać w swoim oburzeniu:
– Nigdy nic nie miałem, nawet próchnicy, a teraz… – z wysiłku nabrzmiały mu żyły na szyi.
– A teraz co? – Dentystka chciała się jak najszybciej dowiedzieć w czym rzecz i wrócić do obiadu, którego nie zdążyła skończyć.
Mężczyzna podszedł bliżej i szeroko otworzył usta.
Dwie młode asystentki za blatem recepcji przestały udawać, że zajmują się czymkolwiek innym. Czekały w napięciu na rozwój tak ciekawie się zapowiadającej akcji.
– Szerzej, troszkę szerzej… – Dentystka musiała się wspiąć na palce, Mężczyzna był dużo od niej wyższy. Nie miała pamięci do twarzy, ale po zębach od razu go poznała. Siedział u niej na fotelu kilka dni wcześniej, żadnych ubytków, a nawet kamienia czy choćby przebarwień. Uparł się na czyszczenie. Teraz wrócił z awanturą, bo wyrosły mu na podniebieniu dwa dodatkowe rzędy zębów, co upodobniało go do rekina.
– Milenka przypadkiem musiała panu odsłonić wyhamowaną dystrofię. Czemu pan nie słuchał, jak mówiłam, że nie ma co czyścić? Jak ja teraz pana wepchnę w mój ortodontyczny grafik?
– Ja tego nie zostawię… … – Mężczyzna jeszcze trochę sam siebie zagrzewał do walki – Napiszę wam taką opinię na znanym lekarzu…
– Milenka nie jest lekarzem – z uśmiechem wyjaśniła Dentystka.
Zwabiony awanturą ze swojego gabinetu wyjrzał Mąż Menadżer:
– Niech pan spokojnie ze mną pooddycha, a potem pokażę panu zgody, które pan przed wizytą podpisywał – zaproponował profesjonalnie. – Nie odpowiadamy za to co panu wyrasta w jamie ustnej. Ale możemy usunąć. Z rabatem.
Ta argumentacja okazała się ostatecznie nokautującym ciosem. Mężczyzna Rekin oddychać całkiem przestał, zapadł się w sobie i jęknął:
– Nie cierpię wyrywania zębów. Bardzo się boję.
– Ja też – Dentystka wsparła go nieoczekiwanie.
– Co niby też? – warknął Mąż Menadżer, żeby ją powstrzymać. Ale Dentystki, ani dalszych niezwykłych wypadków powstrzymać już się nie dało.
– Też się boję.
– Boi się pani, gdy pani wyrywają, czy gdy sama ma pani wyrywać? – chciał się upewnić Mężczyzna Rekin.
– Gdy mi wyrywają żądam narkozy. Niestety gdy sama wyrywam, muszę być przytomna i wtedy się boję, bo nie umiem tego robić. Można kość uszkodzić, a jak dobrze pójdzie, to znaczy jak pójdzie źle, to nawet zatokę. Oglądam na YouTubie dużo ekstrakcji, ale jak mam rwać, ze strachu aż mnie mdli.
Mąż Menadżer sapnął i starł pot z czoła, bo pacjent to jednak klient i całkiem otwarcie z nim rozmawiać nie można. Asystentki zachichotały. Dentystka w pełni skoncentrowana na intrygującym problemie nie zwracała na nikogo uwagi:
– Wolałabym dodatkowe zęby jakoś sprytnie ortodontycznie podepchać, żeby nie przeszkadzały. Miałby pan na później, bo w końcu nawet pańskie zatrważająco zdrowe zęby się popsują. Trudno, jakoś pana umówimy. Aniu – zwróciła się do asystentki – znajdź termin, jeszcze w tym tygodniu.
Mężczyzna Rekin nie skorzystał. Bez słowa wyszedł z przychodni. Nazwijmy rzeczy po imieniu: uciekł.
– Dziwny jakiś – wzruszył ramionami Mąż Menadżer.