Skolasinska

PIERWSZA WZMIANKA O MISTYKACH

Przez kolejne tygodnie było coraz gorzej. Ktokolwiek zbliżył się do Dentystki, wyrastały mu niechciane zęby. No dobra, nie jakieś wielkie straszne zęby, a ząbki. Niby malutkie, śliczne, a i tak przerażające. Po tym, jak kilku pacjentom zęby wyrosły na czole i na policzkach, Dentystka przestała pracować. Grafik dotąd pękający w szwach świecił pustkami. Najpierw odeszły pracujące w przychodni młode lekarki. Nowozatrudniane uciekały, gdy tylko i im gdzieś się pojawił ząbek. Dentystka wreszcie znalazła czas, żeby przyjąć Bezrobotną Polonistkę.

   – Wydaje mi się znowu, że wyrastają mi trzecie zęby, to znaczy jeden trzeci ząb,
ale nie trzeci w sensie trójka, bo siódemka, chociaż na miejscu szóstki… –
Polonistka wyjaśniała i Dentystce i Milence, która nie zrezygnowała z pracy mimo
trzech mleczaków uparcie odrastających jej w wewnętrznej stronie lewego łokcia.

   – Już to sobie kilka razy wyjaśniałyśmy. Nie ma trzecich zębów. Poza tym gdyby znowu wyrosły ci trzecie zęby, byłyby czwarte – Dentystka warczała nakładając zabezpieczającą maseczkę z pleksi.

Przypominała jednego z tych bezwzględnych humanoidalnych robotów, które w amerykańskich filmach nieustannie dążą do zniszczenia ludzkości.

   – Swedenborgowi wyrosły. Co dowodziło jego metafizycznego rozwoju. I wujkowi Dużego Jogina. Ten wujek nie był ani filozofem, ani mistykiem i może dlatego z trzecich zębów się nie cieszył. Wrastały mu w drugie, i bardzo go to bolało. A i tak zyskał pewną medyczną sławę. Był zapraszany na konferencje stomatologiczne jako eksponat. Ponadplanowe zęby, jak widzisz, się zdarzają.

Dlatego za każdym razem, kiedy ząb mnie boli, uznaję, że wyrasta mi pod nim nowy. Nowiutki. Całkiem zdrowy. To się nazywa manifestacja. A raczej nazywałoby się, gdyby wyrósł. W moim przypadku, to niestety tylko złudzenie. I tu jest szansa dla ciebie. Uznaj wreszcie swoją niezwykłą moc i zacznij nad nią panować Wyrwij mi, któryś z tych leczonych kanałowo i wyrośnij nowy. A potem zlikwidujemy most i będziesz mogła mi wstawić aż trzy dodatkowe zęby, koło siebie, ale różnych kształtów. To będzie dopiero wyzwanie!

Dentystka z imponującym refleksem wepchała w nieustannie poruszające się polonistyczne usta szereg stomatologicznych przyrządów. Wykorzystując zdobytą w ten sposób bezwzględną konwersacyjną przewagę, wyjaśniła:

   – Bezrobotna Polonistko zamknij się, albo wwiercę ci się w kanały bez znieczulenia. Masz w swój popieprzony mózg wmontowany detektor, wykrywający bezbłędnie czego nie mówić. I zawsze to powiesz, zawsze. Jesteś towarzyską precyzyjną bombą lotniczą o niesamowitym zasięgu. Powinni cię zatrudnić w Ministerstwie Obrony.

   – W tylu miejscach powinni mnie zatrudnić, a nie chcą – Polonistka zdołała wybełkotać, mimo znieczulenia i unieruchomionych szczęk.

Cokolwiek nie myśleć o bezrobotnych polonistkach, ta miała rację i to rację, której nikt poza nią nie był w stanie uznać. Tak, przez Dłonie dentystki, przez jej wiertła i popychadełka przepływała kosmiczna miłość. Żądała by zepsute zęby zastępować całkiem zdrowymi, tylko siłą wewnętrznego postanowienia. Niestety Dentystka, jako lekarz cierpiała na rozrost racjonalnych interpretacji rzeczywistości. Odmówiła więc wzywającym ją kosmicznym siłom. Zamiast otwierać się na kosmos, skoncentrowała się na uciszaniu Polonistki.

Nowe Publikacje