Autor: Agnieszka Skolasińska

  • EPIDEMIA MELANCHOLII

    EPIDEMIA MELANCHOLII

    Po roku nerwów i spadających przychodów gabinet znów świetnie funkcjonował. Mężczyzna rekina wydawał się dalekim wspomnieniem. Dlatego, kiedy Duży Jogin sobie o nim przypomniał, Polonistka zachichotała beztrosko. 

     – To przez te twoje cholerne opowieści implant mi wypadł – Duży Jogin przy pomocy łazienkowego lustra i złości sam się stomatologicznie diagnozował. – Coś mi pod nim wyrosło. Zadzwonił do Dentystki:

       – Mnie już nawet asystentka Milenka dopytuje, co słychać u Mężczyzny Rekina – poskarżyła mu się Dentystka – Przez wymysły Polonistki wzięłam kilka serii antybiotyków, żeby mieć pewność, że nic nikomu nie wyrosnę, więc mnie nie dobijaj. Na wizytę do Dentystki z Joginem przyjechała Polonistka. Wdarła się do pokoju socjalnego. Przyjrzała uważnie Dentystce i natychmiast zrozumiała, że powrót normalności to tylko pozór, cisza przed burzą. Zauważyła sińce pod oczami Dentystki:

       – Na kosmiczne wezwania każdy prędzej czy później odpowie – próbowała tłumaczyć.

       – Stop Polonistko, stop, nie jestem w nastroju, czuję się bardzo zmęczona, a będę dziś pracować do 20. Posiedź sobie w poczekalni. Mamy tam półkę z książkami, mogę ci nawet pożyczyć okulary, bo pewnie znów swoje zgubiłaś.

    Do pokoju weszła asystentka Milenka, zrobić sobie kawę.

       – Dzień dobry pani Polonistko – przywitała się wesoło.

       – Nic już nikomu nie wyrasta, prawda? – spytała Polonistka nie tracąc czasu na
    uprzejmości.

       – Problem zażegnany. Trochę mi tylko szkoda, że Mężczyzna Rekin nie zdecydował się na leczenie ortodontyczne u pani doktor. Ciekawa jestem, co u niego.

       – A ja nie – Dentystka usiłowała zamrozić Milenkę wzrokiem. Milenka posłusznie zamilkła, ale Polonistka nie dawała za wygraną:

       – Niby problem zażegnany a pani doktor kiepsko wygląda.

       – Coś wisi w powietrzu – Milenka spoważniała. – Ja też biorę antydepresanty.

       – Jeśli życie, w istocie swojej absurdalne, próbujemy postrzegać jako logicznie poukładaną całość, popadamy w melancholię. A Dentystka najgłębszy sens swojego życia odrzuciła jako kompletny bezsens, jako niby moje wymysły. To ma wpływ na wszystkich, nawet Dużemu Joginowi wyrosła gulka.

       – Przy problemach z przyzębiem Dużego Jogina… – Dentystka niby przeszła na pozycje profesjonalne, ale zapomniała o samej ich podstawie, o tajemnicy lekarskiej. Polonistka patrzyła na nią z coraz większą troską.

       – Pani Milenko nie tylko wisi w powietrzu, ale co wrażliwszych dźga zimnym palcem. Coś przed ludźmi wyrasta betonową ścianą, właśnie wtedy gdy się spieszą (ja na przykład ciągle z tego powodu się spóźniam). Cień, który powinien grzecznie iść przy nodze, zawsze trochę z tyłu, coraz częściej komuś nagle wpada do środka, coraz więcej ludzi w godzinach pracy wycieka z samych z siebie przez niediagnozowalne dziury. Czasem wydaje mi się, że całkiem nam wszystkim już zanikły mięśnie szczęścia. Nadciąga epidemia melancholii.

    Dwie nowe asystentki, które weszły do pokoju w trakcie tej przemowy, znieruchomiały przy drzwiach. Milenka spojrzała na nie tryumfalnie, jakby występ Polonistki był jej osobistą zasługą.

       – Szczęście, Polonistko, to agresywny chwyt reklamowy. Goniąc za iluzją szczęścia,
    przysparzamy sobie tylko kłopotów. I przestań mnie wkurwiać, bo nawet nie spojrzę na gulkę Jogina – ucięła dyskusję Dentystka.

    Nowe Publikacje

    Stara suka

    O tym

  • HISTORIA NA NAGŁE AWARIE

    NIE WSZYSTKO DA SIĘ NAPRAWIĆ

    Moja Skoda, na którą ciągle wyrzekałam, a która nigdy wcześniej mnie nie zawiodła, pewnego wieczoru, nocy pewnej właściwie, gdy wyszłam z sauny z mokrymi jeszcze włosami, nie odpaliła.
     
    Próbowałam ją przekonać. Uzyskałam tyle, że na opustoszałym rynku zwanym Górniakiem, posiedziałam w zimnym aucie do jedenastej, a następnie z trudem przekonałam Męża, żeby nadjechał z odsieczą, bo już kładł się spać.
     
    Mąż dolał oleju. Nic. Za poradą przejętego naszym kłopotem młodego człowieka odpiął i ponownie podpiął akumulator. Nic.
     
    Kolejny dzień, a było to akurat Święto Zmarłych, zaczęliśmy od porannego holowania samochodu. Pierwszy raz siedziałam za kierownicą bez wspomagania. Każdy skręt był tak emocjonujący, że bez ogrzewania się spociłam. O zmianie pasów dosłownie na sznurku za mężem, wśród zirytowanych użytkowników ruchu drogowego, wzmagającego się z chwili na chwilę, w ogóle nie chcę pamiętać. Pokłóciłam się z Mężem o to, czy i kto w trakcie długiego weekendu zadzwoni do mechanika po sąsiedzku. Jakoś udało się umówić na poniedziałek, ale zyskaliśmy tym tyle, że na dobry początek tygodnia popchaliśmy sobie samochód naszą uliczką w tę i z powrotem. Bo nie było iskry. Komputer skody w ogóle nie widział.
     
    Zmieniła się w tsukumogami, powiedziałam smętnie do Męża, gdy kazał dzwonić do elektryka. To japońskie upiory przedmiotów, z którymi ludzie niesprawiedliwie się obeszli. Po co ja tak źle o niej mówiłam? Dopiero teraz ją doceniam. Dajmy spokój z mechanikami. Lepiej okadźmy ją białą szałwią i przy niej pomedytujmy, koniecznie ofiarowując jedzenie. Nie mam kasy na nowe auto, a na kupowanie używanego, zważywszy, że oszukiwanie przy tego typu transakcjach to polski sport narodowy, nie mam siły. Mąż zagroził, że jeśli nie przestanę płakać i opowiadać głupot, zamieszka w namiocie na naszej działce w lesie.
     
    Zadzwoniłam do polecanego przez sąsiada mechanika elektryka, wybłagałam jakiś w miarę szybki termin. Nie zamówiłam lawety tylko dlatego, że Mąż uparł się, że znów będziemy holować. Przez kolejne dni zapychałam wszędzie rowerem. Także w deszczu.
     
    Aż wreszcie Wicio jeszcze raz zajrzał w silnik i sobie przypomniał, że kiedyś zakładał odcięcie zapłonu. Od kilku lat stosuję prostsze zabezpieczenie antywłamaniowe: nie naprawiam powgniatanej karoserii, zderzaków, błotników, żeby Skody nie opłacało się kraść. A mnie taka charakterna, nieco zadziorna, bardziej się podoba.
     
    Niemniej to, co zapomniane, nie znika, a zapomniane odcięcia zapłonu nie dość, że nie znikło to bez pudła zadziałało, gdy –  całkiem tego nieświadoma –  przypadkiem je wcisnęłam. Wicio odnalazł niepozorny pstryczek i  Skoda naprawiona. Jeszcze musiałam o tym opowiedzieć mechanikowi elektrykowi. Przekonywałam go, że gdyby dwa razy parkował pchanym autem pod ciasną wiatą, ta historia aż tak by go nie ubawiła.
     
    Na kilka dni z wrażenia aż zarzuciłam nałóg martwienia się na zapas. Bo czasem czegoś się nie da naprawić, po prostu dlatego, że nie jest zepsute. 
     
     

    Nowe Publikacje

    Stara suka

    O tym

  • PRZEKLEŃSTWO OBFITOŚCI

    PRZEKLEŃSTWO OBFITOŚCI

    Mężczyzna Rekin co prawda stracił na urodzie i seplenił, zyskał jednak na wielu innych polach. Z szarego korporacyjnego klepacza w ciągu roku zmienił się w dyrektora. Nadal nie znał odpowiedzi na pytanie, na czym konkretnie polega jego praca, ale zdecydowanie lepiej zarabiał. Z coraz większą swobodą wprowadzał do excela, występował na callach i meetingach, bez obcyndalania koordynował prace działów, śmiało zwalniał, ostrożnie zatrudniał. Z wynajmowanej klitki w Radomiu wyprowadził się do apartamentu w Warszawie. Dostał służbowego Nissana pathfindera. Mógł się umawiać z dowolnie wybraną dziewczyną z Twittera. Żadnej nie przeszkadzały jego dodatkowe zęby. Nieustannie latał w egzotyczne miejsca na rozmaite szkolenia i biznesowe spotkania. No i co? Osaczyły go niechęć i rywalizacyjne knowania. Niby wiedział w czym problem, czuł że ma za dużo (za dużo zębów, za dużo obowiązków, za dużo maili,
    telefonów, dziewczyn, a nawet – choć tego by nigdy nie przyznał – pieniędzy, ale bał się cokolwiek stracić. W rzadkich wolnych chwilach chodził po najmodniejszych warszawskich klinikach stomatologicznych. Dodatkowe zęby usuwane, natychmiast odrastały, pojawiło się też kilka zębów na podbiciu stopy. Nikt nie umiał temu zaradzić. Irracjonalnie tęsknił za Dentystką. Wracał do pomysłu wytoczenia jej procesu, żeby znów móc się z nią spotkać. Ale nie miał sił na użeranie się z prawnikami.

     

    Nowe Publikacje

    Stara suka

    O tym

  • KRWAWA ŚRODA

    KRWAWA ŚRODA

    Przy pacjencie zero, czyli Mężczyźnie Rekinie, Dentystka mogła udawać, że z jego dodatkowymi zębami nie ma nic wspólnego. Szybko pojawiły się jednak kolejne, bardziej ewidentne przypadki. I to nie tylko w gabinecie. Pewnej letniej choć pochmurnej środy Mały Jogin obudził się szczególnie zadowolony:

    To będzie piękny dzień – oznajmił z szerokim uśmiechem. Dentystka nie była tego pewna. Ostatnio dużo pracowała, przygotowywała się do końcowych egzaminów na studiach z ortodoncji. Zapisywała na dodatkowe doszkalające kursy i jeszcze na siłownię. Robiła wszystko, byleby nie czuć dziwnego mrowienia we wnętrzach dłoni i wzdłuż kręgosłupa, tego samego który pierwszy raz się pojawiło, gdy robiła przegląd Mężczyźnie Rekinowi, a potem kilka razy wróciło w pracy, choć już nie tak silne. Tę środę miała wolną. Chciała snuć się z Małym Joginem leniwie po domu, a jeśli by się rozpogodziło zabrać go nad zalew

    Mogła oszukiwać siebie, ale nie synka. Mały Jogin, nie należał do tych tak często w naszym kraju spotykanych joginów, którzy zawsze podciągają rzepki w tadasanie i świetnie przysysają wewnętrzne łydki do goleni. Szczerze mówiąc w ogóle nie wiedział co to są golenie, o powięziach nigdy nie słyszał. Za to nie tylko jak ciocia Polonistka od razu dostrzegł przewalającą się przez życie jego matki falę kosmicznej miłości, ale bez zbędnych dyskusji na tę falę wskoczył i pozwolił by go niosła.

    To będzie piękny dzień i trochę strasznyrozsiadł się przy stole i zażądał naleśników. Czekał.

    Odkąd Dentystka zignorowała Mężczyznę Rekina, często się kaleczyła. Choćby poprzedniego wieczoru ugryzł ją pies na spotkaniu kobiecego kręgu. Piesek właściwie. Piesek organizatorki. Mały biały, bardzo nerwowy. Wydawało się, że nic takiego, ale przez noc ręka spuchła i krwawiła, w domu zabrakło już plastrów. Nagle pod roztargnionym spojrzeniem Dentystki opuchnięta rana się zabliźniła. Wyrosły na niej dwa mleczaki. Szybko, ukradkiem wyrwała je i wyrzuciła. Mały Jogin nie dał się zwieść, wygrzebał ząbki z eleganckiego kubła na odpadki mieszane.

    Ciocia mi zrobi z nich korale. Myślisz, że pasują do moich? – poszedł do pokoju po niewielkie pudełko wyścielone watą, w którym ukrywał swoje ząbki przed Wróżką Zębuszką. Zamierzał sprzedać je hurtowo i nie dał sobie wytłumaczyć, że w ten sposób nie zyskają na wartości

    Dentystka troszkę się zachwiała. Na większe przejmowanie się nie miała czasu.

    Mówiłem, że to będzie piękny dzień – powtórzył Mały Jogin, układając ząbki na stole – i że będziesz robić czary. Głodny.

    Mąż menadżer wstał później niż oni. Dlatego nie zauważył, co się stało. Kręcił się między salonem a sypialnią w rozpiętej koszuli i majtkach. Dopytywał Dentystkę konspiracyjnym półszeptem o zakrwawioną pościel, próbując podpijać kawę z jej kubka. Urwał kawałek dosmażającego się na patelni naleśnika.

    Mały Jogin przyglądał się im obojgu uważnie, jakby na coś czekał. I rzeczywiście po chwili krwawił i Mąż Menadżer, skaleczył się obcinając przeszkadzającą mu skórkę przy paznokciu. Z niepozornej ranki ciekło jakby ktoś do niej dorobił efekty specjalne. Dentystka nawet nie spojrzała w stronę męża. Jej ostrożność na nic się nie zdała. Rana na kciuku raptem się zabliźniła, szczerząc do całej trójki biały zdrowy kiełek. Mały Jogin pokiwał głową:

    Mama musi ćwiczyć, chociaż nie chce. Ja kiedyś bym jej pomógł, dawno temu, jak byłem duży w Indiach, ale teraz jestem mały – podszedł i bez trudu wyciągnął ząbek z kciuka Męża Menadżera i dodał do swojej kolekcji.

    Mąż Menadżer zemdlał. Na jego miejscu każdy by tak zrobił.

    Nowe Publikacje

    Stara suka

    O tym

  • PIERWSZA WZMIANKA O MISTYKACH

    PIERWSZA WZMIANKA O MISTYKACH

    Przez kolejne tygodnie było coraz gorzej. Ktokolwiek zbliżył się do Dentystki, wyrastały mu niechciane zęby. No dobra, nie jakieś wielkie straszne zęby, a ząbki. Niby malutkie, śliczne, a i tak przerażające. Po tym, jak kilku pacjentom zęby wyrosły na czole i na policzkach, Dentystka przestała pracować. Grafik dotąd pękający w szwach świecił pustkami. Najpierw odeszły pracujące w przychodni młode lekarki. Nowozatrudniane uciekały, gdy tylko i im gdzieś się pojawił ząbek. Dentystka wreszcie znalazła czas, żeby przyjąć Bezrobotną Polonistkę.

       – Wydaje mi się znowu, że wyrastają mi trzecie zęby, to znaczy jeden trzeci ząb,
    ale nie trzeci w sensie trójka, bo siódemka, chociaż na miejscu szóstki… –
    Polonistka wyjaśniała i Dentystce i Milence, która nie zrezygnowała z pracy mimo
    trzech mleczaków uparcie odrastających jej w wewnętrznej stronie lewego łokcia.

       – Już to sobie kilka razy wyjaśniałyśmy. Nie ma trzecich zębów. Poza tym gdyby znowu wyrosły ci trzecie zęby, byłyby czwarte – Dentystka warczała nakładając zabezpieczającą maseczkę z pleksi.

    Przypominała jednego z tych bezwzględnych humanoidalnych robotów, które w amerykańskich filmach nieustannie dążą do zniszczenia ludzkości.

       – Swedenborgowi wyrosły. Co dowodziło jego metafizycznego rozwoju. I wujkowi Dużego Jogina. Ten wujek nie był ani filozofem, ani mistykiem i może dlatego z trzecich zębów się nie cieszył. Wrastały mu w drugie, i bardzo go to bolało. A i tak zyskał pewną medyczną sławę. Był zapraszany na konferencje stomatologiczne jako eksponat. Ponadplanowe zęby, jak widzisz, się zdarzają.

    Dlatego za każdym razem, kiedy ząb mnie boli, uznaję, że wyrasta mi pod nim nowy. Nowiutki. Całkiem zdrowy. To się nazywa manifestacja. A raczej nazywałoby się, gdyby wyrósł. W moim przypadku, to niestety tylko złudzenie. I tu jest szansa dla ciebie. Uznaj wreszcie swoją niezwykłą moc i zacznij nad nią panować Wyrwij mi, któryś z tych leczonych kanałowo i wyrośnij nowy. A potem zlikwidujemy most i będziesz mogła mi wstawić aż trzy dodatkowe zęby, koło siebie, ale różnych kształtów. To będzie dopiero wyzwanie!

    Dentystka z imponującym refleksem wepchała w nieustannie poruszające się polonistyczne usta szereg stomatologicznych przyrządów. Wykorzystując zdobytą w ten sposób bezwzględną konwersacyjną przewagę, wyjaśniła:

       – Bezrobotna Polonistko zamknij się, albo wwiercę ci się w kanały bez znieczulenia. Masz w swój popieprzony mózg wmontowany detektor, wykrywający bezbłędnie czego nie mówić. I zawsze to powiesz, zawsze. Jesteś towarzyską precyzyjną bombą lotniczą o niesamowitym zasięgu. Powinni cię zatrudnić w Ministerstwie Obrony.

       – W tylu miejscach powinni mnie zatrudnić, a nie chcą – Polonistka zdołała wybełkotać, mimo znieczulenia i unieruchomionych szczęk.

    Cokolwiek nie myśleć o bezrobotnych polonistkach, ta miała rację i to rację, której nikt poza nią nie był w stanie uznać. Tak, przez Dłonie dentystki, przez jej wiertła i popychadełka przepływała kosmiczna miłość. Żądała by zepsute zęby zastępować całkiem zdrowymi, tylko siłą wewnętrznego postanowienia. Niestety Dentystka, jako lekarz cierpiała na rozrost racjonalnych interpretacji rzeczywistości. Odmówiła więc wzywającym ją kosmicznym siłom. Zamiast otwierać się na kosmos, skoncentrowała się na uciszaniu Polonistki.

    Nowe Publikacje

    Stara suka

    O tym

  • JAK WYHODOWAĆ MĘŻCZYZNĘ REKINA

    Jak wyhodować Mężczyznę Rekina

    – Nazywacie się Aesthetic Dental, a jak ja wyglądam? – wrzeszczał młody, zadbany mężczyzna. Groził sądem. Oskarżycielsko otwierał usta, i próbował dokonać rzeczy niemożliwej: wepchnąć w nie smartfona i nadal w miarę zrozumiale się awanturować.

    Dentystka wyszła z pokoju socjalnego zanim zaintrygowane asystentki zdążyły zareagować. Spojrzała za okno na zalany słońcem i zastawiony autami chodnik, potem na odprasowany, kolorowy t-shirt Młodego Mężczyzny i pomyślała, że dawno już nie była nad Bałtykiem, a potem że jednak pomarańczowa ściana przy recepcji lepiej wyglądałby z tynkiem o wyraźniejszej fakturze, i wreszcie że bardzo nie lubi krzyków i pretensji, że woli zadowolonych pacjentów.

    – Po co pan sobie wpycha telefon do ust? Niech pan przestanie, albo wyjdzie z przychodni i robi to na własny rachunek. W końcu wywichnie pan sobie staw żuchwowy. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego.

    Młody Mężczyzna odruchowo schował telefon do niewielkiej torby przewieszonej przez ramię, ale próbował dzielnie wytrwać w swoim oburzeniu:

    – Nigdy nic nie miałem, nawet próchnicy, a teraz… – z wysiłku nabrzmiały mu żyły na szyi.

    – A teraz co? – Dentystka chciała się jak najszybciej dowiedzieć w czym rzecz i wrócić do obiadu, którego nie zdążyła skończyć.

    Mężczyzna podszedł bliżej i szeroko otworzył usta.

    Dwie młode asystentki za blatem recepcji przestały udawać, że zajmują się czymkolwiek innym. Czekały w napięciu na rozwój tak ciekawie się zapowiadającej akcji.

    – Szerzej, troszkę szerzej… – Dentystka musiała się wspiąć na palce, Mężczyzna był dużo od niej wyższy. Nie miała pamięci do twarzy, ale po zębach od razu go poznała. Siedział u niej na fotelu kilka dni wcześniej, żadnych ubytków, a nawet kamienia czy choćby przebarwień. Uparł się na czyszczenie. Teraz wrócił z awanturą, bo wyrosły mu na podniebieniu dwa dodatkowe rzędy zębów, co upodobniało go do rekina.

    – Milenka przypadkiem musiała panu odsłonić wyhamowaną dystrofię. Czemu pan nie słuchał, jak mówiłam, że nie ma co czyścić? Jak ja teraz pana wepchnę w mój ortodontyczny grafik?

    – Ja tego nie zostawię… … – Mężczyzna jeszcze trochę sam siebie zagrzewał do walki – Napiszę wam taką opinię na znanym lekarzu…

    – Milenka nie jest lekarzem – z uśmiechem wyjaśniła Dentystka.

    Zwabiony awanturą ze swojego gabinetu wyjrzał Mąż Menadżer:

    – Niech pan spokojnie ze mną pooddycha, a potem pokażę panu zgody, które pan przed wizytą podpisywał – zaproponował profesjonalnie. – Nie odpowiadamy za to co panu wyrasta w jamie ustnej. Ale możemy usunąć. Z rabatem.

    Ta argumentacja okazała się ostatecznie nokautującym ciosem. Mężczyzna Rekin oddychać całkiem przestał, zapadł się w sobie i jęknął:

    – Nie cierpię wyrywania zębów. Bardzo się boję.

    – Ja też – Dentystka wsparła go nieoczekiwanie.

    – Co niby też? – warknął Mąż Menadżer, żeby ją powstrzymać. Ale Dentystki, ani dalszych niezwykłych wypadków powstrzymać już się nie dało.

    – Też się boję.

    – Boi się pani, gdy pani wyrywają, czy gdy sama ma pani wyrywać? – chciał się upewnić Mężczyzna Rekin.

    – Gdy mi wyrywają żądam narkozy. Niestety gdy sama wyrywam, muszę być przytomna i wtedy się boję, bo nie umiem tego robić. Można kość uszkodzić, a jak dobrze pójdzie, to znaczy jak pójdzie źle, to nawet zatokę. Oglądam na YouTubie dużo ekstrakcji, ale jak mam rwać, ze strachu aż mnie mdli.

    Mąż Menadżer sapnął i starł pot z czoła, bo pacjent to jednak klient i całkiem otwarcie z nim rozmawiać nie można. Asystentki zachichotały. Dentystka w pełni skoncentrowana na intrygującym problemie nie zwracała na nikogo uwagi:

    – Wolałabym dodatkowe zęby jakoś sprytnie ortodontycznie podepchać, żeby nie przeszkadzały. Miałby pan na później, bo w końcu nawet pańskie zatrważająco zdrowe zęby się popsują. Trudno, jakoś pana umówimy. Aniu – zwróciła się do asystentki – znajdź termin, jeszcze w tym tygodniu.

    Mężczyzna Rekin nie skorzystał. Bez słowa wyszedł z przychodni. Nazwijmy rzeczy po imieniu: uciekł.

    – Dziwny jakiś – wzruszył ramionami Mąż Menadżer.

    Nowe Publikacje

    Stara suka

    O tym